Styl

Nie popełnij błędu i nie nazywaj tych uczuć miłością

Jak wiele jesteście w stanie poświecić dla rodziny?

Pod tym wpisem pojawił się komentarz jednej z moich czytelniczek z pytaniem: „A czy Ty kochana planujesz pracę? Czy jednak wolisz poświęcić się rodzinie?”. Nic złego w samym pytaniu, odpowiedziałam, ale tym samym zaczęłam się zastanawiać nad znaczeniem słowa POŚWIĘCENIE.

Z wielu rzeczy jesteśmy w życiu w stanie zrezygnować, ale powinniśmy zrobić to z własnej, nieprzymuszonej woli. Jeśli dokonujemy pewnych wyborów bo CHCEMY, to nie możemy mówić o poświęceniu. Otóż miłość jest ważna, czasem najważniejsza, ale nigdy nie powinna przesłaniać nam całego świata. Najbardziej szaleńczą formą naiwności jest sądzić, że poświęcając się w imię miłości, tę miłość zatrzymamy. Tymczasem prawda jest taka, że życie szybciej przecieknie nam przez palce niż zakładamy.

Nasze dzieci rosną, to nieuniknione i nieuchronione. Dlatego powinnyśmy zrobić wszystko abyśmy zostały tą samą wersją siebie, która fascynowała i przyciągała między innymi naszego partnera życiowego. Nie wyobrażam sobie jak wyglądałoby teraz moje życie bez dzieci. Nie wiem co zrobiłabym z tymi dodatkowymi godzinami, gdzie wyładowałabym tą całą energię, którą pochłania macierzyństwo. Jednak nie wyobrażam sobie również, by wszystko poświęcić dla nich. Rozumiem, że kochając pragniemy spędzać z drugą osobą/rodziną jak najwięcej czasu, ale wtedy rezygnujemy z siebie i tak w pewnym momencie przeradza się to w poświęcenie, a co za tym idzie – wyrzekanie się samej siebie. Nasze pasje, zainteresowania, kreatywność schodzą na dalszy plan. Na początku związku lub macierzyństwa czujemy szczęście, udajemy najlepszą wersję samych siebie, bo każda z nas chce być dobrą żoną, a jeszcze lepszą mamą – ba! idealną. Zaczyna się psuć dopiero po jakimś czasie, ale tak niezauważalnie, że wszystko wydaje się być w granicach normalności. Musimy potrafić zadbać o swoje sprawy, pasje, potrzeby … inaczej frustracja wynikająca z nadmiernego obowiązku, może zniszczyć każde dobre relacje. Czy zdarza Ci się rezygnować z własnej niezależności finansowej, z przyjaciół, wolnego czasu, przestrzeni? Bądź dla siebie autorytetem i nie oddawaj tego w inne ręce. Gdy poświęcasz dla innych siebie, swój czas i swoje sprawy, płacisz za to smutkiem, wyczerpaniem. Nikt nie zadba o Ciebie lepiej niż Ty sama, więc walcz o siebie, wyznacz granice, pokaż, że jesteś ważna. Często słyszę od kobiet, których związek małżeński nie przetrwał: „byłam za dobra”, „wszystko robiłam za niego”, „żałuje”. Tylko jak wyznaczyć granicę, by nie działać wbrew własnym zasadom, by w przyszłości nie mieć do nikogo żalu? Powracając do pytania, które zostało mi zadane, to uważam, że słowo poświęcenie jest nieodpowiednie. Bowiem, to nie jest tak, że jeśli kobieta nie pracuje, to się poświęca, bo równie dobrze może poświęcać się kobieta, która pracuje i dodatkowo przejmuje wszystkie obowiązki domowe wraz z wychowaniem dziecka.

Trzeba kochać i być dobrym, a nie poświęcać się dla rodziny

Jeśli będę szczęśliwa, to wiem, że tym szczęściem dam radę podzielić się z rodziną. Nie da się, na dłuższą metę zbudować szczęśliwej rodziny na wyrzeczeniach jednego z jej członków (najczęściej mamy), stąd zdecydowaliśmy się z mężem na model rodziny partnerskiej, czyli takiej w której zarówno kobieta jak i mężczyzna wspólnie wychowują dzieci, pracują, a tym samym dzielą obowiązki domowe. Natomiast na czas ich nieobecności opiekę nad dziećmi powierzają babci lub odpowiednim instytucjom jakimi są żłobki i przedszkola. Dlatego MIŁOŚĆ to jedno, a poświęcenie się dla dobra rodziny czy związku, to drugie. Każdy z Nas wybiera to co właściwe dla siebie. Musimy jednak pamiętać, że życie z czasem może nas zweryfikować … i wtedy pozostaje pytanie CZY WARTO BYŁO?

oryginalny dres dla dziecka jesień 2016 jesień new balance poświęcenie dla rodziny tata dwóch synów dwoje dzieci mała różnica wieku miłość taty modny tata

ALEKS –  dres – TUTAJ | buty  – TUTAJ

IGNAŚ – dres – TUTAJ | buty – TUTAJ

SŁAWEK – koszula/spodnie – ZARA | buty – TUTAJ

zdjęcia: Kamila Celary Kmiecik

Zobacz także

Komentarze

6 odpowiedzi na “Nie popełnij błędu i nie nazywaj tych uczuć miłością”

  1. Marta napisał(a):

    Madziu, to ja zadałam Ci to pytanie, ale nie było w nim ani grama złej woli :) nawet przez myśl mi nie przeszło, by pytanie to było jakieś hmm.. niemiłe. Chodziło mi o to bardziej, jak dzielisz swój czas, jak planujesz go rozdzielać między różne obowiązki. Poświęcenie i jego zrozumienie to bardzo złożona kwestia. Ja np. mogę Ci powiedzieć, co u mnie się dzieje. Mój narzeczony jest inżynierem, obecnie dostał się na staż do Niemiec, jest w dobrym, naukowym instytucie. I padło pytanie: Czy jeśli dostane się tu na doktorat, przyjedziesz? Oboje mamy jeszcze rok studiów. I..co? On tam będzie się rozwijać, a ja… Co z moimi marzeniami, nauką? Z drugiej strony rezygnacja to duża strata dla niego, a moje bycie tu na dłuższą mętę trudne dla związku. I jak taką sytuacje rozwiązać? Życie, miłość, rodzina… to naprawdę duża odpowiedzialność. trudne wybory…

    • Magdalena Rowińska napisał(a):

      ALE ja dziękuję Ci za to pytanie, bo tym samym zainspirowałaś mnie do podjęcia tego tematu ;). I wcale nie odebrałam, je jako niemiłe! Jeżeli chodzi o Twoją decyzję, przechodziłam przez to samo, no może podobna sytuacja, bo u Nas to tylko albo AŻ 6 miesięcy. Sławek, gdy robił doktorat również otrzymał propozycje wyjazdu na jeden semestr do Monachium, pojechał. Związek na odległość to ciężka sprawa, ale pół roku daliśmy radę, byłam u niego tylko kilka razy. Jednak mimo, że miał tam „lepsze” perspektywy, to zdecydowaliśmy, że zostajemy w Polsce. Nie wyjechałabym za nim, właśnie ze względu na własny rozwój i rodzinę. Tam musiałabym budować wszystko od nowa, zatraciłabym siebie. Na pewno jeśli on by chciał, to nie byłoby Nas <3.

  2. Marta napisał(a):

    Właśnie, boje się tego dylematu. Zostaje tam póki co do lutego, a potem zobaczymy, czy w ogóle pojawi się taka szansa. Wiem o czym mówisz z tym rozwojem. Sama mam marzenia i plany, kończę 3 kierunki studiów i nie chce tego zatracić na pracy w knajpie za granicą, gdzie owszem – zarobię, ale to nie jest moje marzenie. Ależ życie jest trudne! Cieszę się, że moje pytanie było motywacją, a nie obrazą dla Ciebie. Często tu zaglądam, wiesz ;-) Lubię to miejsce.

  3. Monika napisał(a):

    No tak… wszystko pięknie. Tylko co powiesz na to, że ponad połowa zatrudnionych, albo i więcej pracujących nie jest zadowolona ze swojej pracy. Nie, nie płacy, tylko samej pracy. Czują, że stoją w miejscu, że się nie rozwijają. Nie każdy robi to co kocha i nie każdy ma super kreatywną pracę dającą mu możliwości ciągłej zmiany. Baaa, ogrom ludzi wykonuje codziennie, te same nudne czynności. Nie raz do późnych godzin popołudniowych – bo jedno z drugim często nie da się tak ładnie zgrać jak u Was. Sama znam takie matki, co w domu są przy dobrym wietrze o 17, a dziecko już śpi o 20 i codziennie chce im się płakać gdy wychodzą do pracy, bo czują niedosyt własnego dziecka… Baaa, takich rodzin jest dużo więcej, o czym może świadczyć fakt, że przedszkole moich dzieci jest czynne do 17:30, a jest to publiczne przedszkole! Prywatne działają nie raz do 19ej. W takich okolicznościach, gdy gdy można na to sobie pozwolić, chyba lepiej poświęcić się rodzinie niż dla pracy, która nie jest spełnieniem marzeń…

  4. Mama napisał(a):

    Droga Magdo, moje życie się tak ułożyło, ze mi studiów na PWr i wyróżnień musiałam wybrać lepiej płatna pracę z perspektywami. Szybko się okazało, ze perspektywy byly, ale nie dla mnie, a dla osoby która miała wrócić po ok pol roku (i wrocila). Ja miałam cały czas obietnice awansu i rozszerzania obowiązków
    Skończyło się na kilku latach crustracji, pracy owszem w biurze, ale nie na tym stanowisku co chciałam i tak naprawdę poniżej moich kwalifikacji… jedyne co było ok, to 8 godz. czas pracy i dobra pensja. W międzyczasie moje problemy ze zdrowiem ( i gdzie tu szukać nowej pracy jak się choruje) kilkuletnie starania się o dziecko, dom i awanse mojego Męża. zostałam w domu. Na razie nie żałuję. Maz świata za mną nie widzi synek też. A w domu? Na razie się realizuje ale dosskiqiera mi samotność. No nie ma tu nikogo tylko mój synek….

    • Magdalena Rowińska napisał(a):

      Doskonale Cię rozumiem! Rzadko mówi się o samotności matek, a jednak tak się czujemy … najbardziej doskwiera nam przy pierwszym dziecku, gdyż dotychczasowe życie zmieniło się o 180stopni, koleżanki się odwróciły, a my ciągle siedzimy w domu. Też to czułam i chyba nadal czuję. Mimo, że pracuję w domu, to jednak nie satysfakcjonuje mnie ta praca do końca, bo brakuje mi ludzi, wyjścia z domu, rozmowy realnej, a nie tej wirtualnej. Postanowiłam, że poślemy Ignasia do żłobka, jeśli się sprawdzi (nie będzie chorował, będzie tam lubił chodzić), to poszukam „normalnej” pracy. Pozdrawiam Cię serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *