Styl

Jestem mamą, spełniam marzenia jako kobieta

Jestem kobietą. To że zostałam mamą nie oznacza,  że powinnam zrezygnować z własnych marzeń i celów, które sobie postawiłam. Kiedy zaczynałam poważnie myśleć o blogowaniu, to długo zastanawiałam się nad nazwą bloga, taką która będzie odzwierciedlała moją codzienność. Tak powstała: kobieta czasami, mama zawsze. Tak – mama zawsze, bo wiedziałam, że moje myśli ZAWSZE będą przy dzieciach, nawet w dalekiej przyszłości, a kobietą choć jestem, to jednak będę CZASAMI. Kocham bywać kobietą i uwielbiam być mamą, stąd mój blog ukazuje radość z bycia mamą, ale też celebruje kobiecość.

Czym jest kobiecość?

To nie tylko cechy zewnętrzne … bowiem optymizm życiowy bardzo wspomaga kobiecość, jest jej dopełnieniem. Chcę Was inspirować, chcę się uśmiechać, przesyłać pozytywną energię, bo blisko takich ludzi życie okazuje się łatwiejsze, choć nie zawsze takie jest! Blog, to takie miejsce, w którym my blogerzy pokazujemy to co chcemy pokazać (pisałam o tym TU – przeczytaj) stąd często sądzicie, że nasze życie jest jakby prostsze. NIE, nie jest. Mamy te same problemy, zaczynając od chorób kończąc na rosnących opłatach, ale nie chcemy się skupiać na tych złych aspektach. Dzień w dzień pracujemy na to co mamy, ale większość widzi tylko efekty, a tego co po drodze nie zauważają. Cenię ludzi, którzy mnie motywują, stąd chcę motywować innych do zmian własnego nastawienia. Korzystam z życia, spełniam marzenia. Ale marzenia nie spełniają się ot tak. W tym cała ich magia … Podobno życie marzeniami jest dla wybranych. Nie prawda! Weź kartkę papieru spisz marzenia i schowaj głęboko, a zobaczysz, że powiesz „marzenia się spełniają”. My po prostu z każdym kolejnym dniem zapominamy co było naszym marzeniem. Skupmy się na tym co możemy mieć, a nie na tym czego mieć nie możemy, a będziemy szczęśliwsi. Wiecie o wadzie serduszka Ignasia, wiecie o moim zabiegu, to tak nieodległy czas … ale nie chcę się zamartwiać na zapas. Pomyślisz, że się nie boję? – boję się cholernie, ale nie chcę piętnować w sobie złych emocji. Takie sytuacje uczą nas stawać się silniejszymi, by wyciągać ukryte lekcje.

Radość z życia, to taki mały sekret kobiecości.

Nie polega ono tylko na uśmiechu przyklejonym do twarzy, ale wynika z umiejętności cieszenia się chwilą, która trwa i tym co jest piękne w Tobie i Twoim życiu. Szanse pojawiają się całe życie. Nic nie jest stałe, wszystko się zmienia. Ostatnio przeczytałam ten wywiad z mamą Anny Przybylskej. Wzruszył mnie niesamowicie, wyciągnęłam z niego kolejne wnioski i znów utwierdziłam się w tym, że powinniśmy cieszyć się codziennością. Nigdy nie wiemy co przykrego może nam się przytrafić, a niestety może … dlatego chcę spełniać swoje marzenia, realizować cele, by w ciężkich chwilach nie zarzucić sobie, że odpuściłam. 3 lata temu wyznaczyłam sobie cel w zamian za wygraną z przeciwnością losu … udało się! I tak ostatni weekend spędziłam z S. w Paryżu. I właśnie teraz chciałabym powrócić do tytułu tego postu. Od małego każda dziewczynka jest wychowywana – rodzice, rodzina, inni dorośli mówią jej co wypada i co należy robić. Oprócz przyuczania do bycia matką, kobietą, dodałabym też element samorealizacji, wygrywania, osiągania sukcesu poza życiem rodzinnym. Odkąd zostajemy mamą (a stajemy się nią będąc już w ciąży), nie jesteśmy już oceniane wyłącznie jako kobiety, ale  jako mamy. Nie dosyć, że nasze życie zmienia się o 180 stopni, to innymi wartościami mierzy nas otoczenie. Każda z nas jest inną osobą i żyje w określonym środowisku i ma swoje własne wzorce zachowań, powinniśmy to uszanować. Jeśli kobieta aktywnie spędzała dotychczas czas, to dlaczego ma stać się nudziarą, tylko dlatego że jest w ciąży? A teraz przypomnij sobie moje zdjęcie na facebooku z Paryża, co pomyślałaś/eś, czy nie przypadkiem „a gdzie dzieci?”. Ja już zrozumiałam jak ważna w życiu jest równowaga. Równowaga w naszym życiu polega na utrzymaniu stałej harmonii między wszystkimi ważnymi aspektami życia jednocześnie tak, aby funkcjonowały w całości. Jestem kobietą, mamą, żoną, córką, blogerką, koleżanką – w tych wszystkich rolach nie mogę popaść w paranoję na rzecz jednej roli. Choć nie wszystkie muszą być tak samo ważne, to nie mogę wybrać jednej kosztem pozostałych. Gdyby nie moi rodzice nie byłoby mnie, gdyby nie mój mąż nie byłabym mamą, gdyby nie dzieci nie byłabym blogerką … wiecie o jaką zależność mi chodzi? Wszystkie moje role są ważne, zrozumiałam to niedawno, ale dzięki równowadze jestem szczęśliwa. Mam czas dla rodziców, na kawę ze znajomymi, na pracę którą lubię, dla męża, by pobyć tylko we dwoje, przy czym najwięcej przeznaczam go dla dzieci, bo tego potrzebujemy wzajemnie <3 teraz rola mamy jest dla mnie najważniejsza, ale zdaję sobie sprawę, że to co najważniejsze teraz, nie będzie za 15/20 lat. Za kilkanaście lat moje dzieci będą wkraczały w dorosłość, ja odejdę na dalszy plan, ważne jest abym nadal mogła grać inne role. By mąż wciąż był przy mnie, by rozmowy przy herbacie u rodziców nadal trwały długo, bym miała koleżanki z którymi wyskoczę do kina, abym miała pracę, która sprawia, że czuję się spełniona – o tym teraz marzę. Właśnie tym są marzenia, one są do osiągnięcia, ale musimy na nie pracować. Choć marzenie o byciu wciąż równą babką za te kilkanaście lat jest odległe, to pracuje na nie już teraz … ;-).

Szczęśliwi rodzice wychowują szczęśliwe dzieci… to mojego motto.

wieża aifla wyjazd do paryża widok z wieży eifflana wieży eifflaparyż rejs po sekwanie na statkuw paryżubal teatr moulin rouge DSC_8451 DSC_8492 DSC_8508 DSC_8569DSC_8588 DSC_8605 DSC_8656

biała sukienka – TUTAJ | limonkowa sukienka – TUTAJ | czerwona – Piano

Zobacz także

Komentarze

21 odpowiedzi na “Jestem mamą, spełniam marzenia jako kobieta”

  1. Olcia napisał(a):

    Ja nie pomyslałam „a gdzie dzieci?”, ja pomyslałam „ale szczęściara, ze bez dzieci!” ;) marzy mi sie, dla poratowania zdrowia psychicznego, niestety zdrowie mojego małżonka jeszcze az tak nie podupadło i nadal wyjazd bez dzieci wydaje mu sie bez sensu…
    Ale faktem jest, ze trzeba o siebie dbać, pozniej dzieci wylecą z gniazda, a my zostaniemy sami i albo sami i szczęśliwi, bo kochający siebie i żyjący po prostu, albo sami i… samotni.
    Madziu dobrze robisz, spełniaj marzenia, podróżuj i wrzucaj namiary na „kwatery” ;)

    • Magdalena Rowińska napisał(a):

      Oj Ci mężczyźni, zanim nie spróbują, to nie potrafią się domyślić, że naprawdę to jest „dobre” ;-) namawiaj! A do Paryża polecieliśmy z Itaką – city break. Nie mam czasu na organizację wyjazdu sama, a tak 3 dni z przewodnikiem, więc jak wygodnie „za rączkę” ;-). Podpatruj, bo my zgarnęliśmy last minute za naprawdę atrakcyjną cenę.

  2. Kasia Danek napisał(a):

    byłam w Paryżu kilka lat temu na weekend i przeżyłam tam jedne z piękniejszych chwil w życiu <3
    teraz marzę żeby tam jeszcze kiedyś wrócić ! :)

  3. Fistaszkpwamama napisał(a):

    A ja ci zazdroszczę tej równowagi i tej odwagi na spełnianie siebie jako kobiety. Myślisz tak jak ja ale to otoczenie mnie przytłacza. Mało kto myśli o tym ze kiedyś dzieci pójdą w świat i może się okazać że z mężem nie ma o czym rozmawiać. Zafiksowujemy się na punkcie dzieci zapominając że jesteśmy też kobietami. Strasznie Lubie patrzeć na kobiety takie jak ty które umiał walczyć o siebie jednocześnie nie zaniedbuje przy tym dzieci. Tak trzymaj.

    • Magdalena Rowińska napisał(a):

      Owszem, to właśnie otoczenie wpływa na nasze decyzje. Pochodzę z małej miejscowości, wiadomo że żyjąc na wsi ludzie siebie znają, mówią o sobie. Inaczej żyje się w mieście i właśnie, to cenię. Odkąd zostałam mamą zrozumiałam, że nie ma znaczenia co mówią o mnie inni, ważne jest to powiedzą kiedyś o mnie dzieci, co czuje mąż, czy rodzice są dumni, czy z braćmi się wspieram. Życie jest zbyt krótkie, aby tracić je na obawy o opinie innych. Ja tego wszystkiego się uczę, jak dziecko uczy się chodzić – zatem małymi krokami. Natomiast co do związku, to wystarczyły słowa księdza, który powiedział na naukach przedmałżeńskich „pamiętaj zawsze, kto był pierwszy – nie odrzucaj, bo zostaniesz odrzucona”. Dosadne, ale wtedy obiecałam sobie, że nie „zgłupieję” na punkcie dzieci. I tak trzymam siebie sama za słowo, bo pewnie że każde małżeństwo przechodzi kryzys, są dni kiedy chcielibyśmy być znów dziećmi, ale nie ma odwrotu, zatem pozostaje PRACA, praca nad naszym nastawieniem, nad codziennością, za docenieniem tego co mamy … ;-)

  4. małpka napisał(a):

    a ja Ci zazdroszcze ze masz z kim zostawic dzieci. Dla mnie wypad gdzies na 3 godziny jest niedoogarniecia a co dopiero 3 dni. Marzę o chwili oddechu ale nie mam zaufania zostawic dzieci pod opieka dziadkow-ale to dluzsza historia:(

    • Magdalena Rowińska napisał(a):

      Szkoda naprawdę. Ale nie znam Twojej sytuacji, tym bardziej że każdy z Nas żyje w innym otoczeniu. A może rodzeństwo, znajomi? To nie musi być takie hop siup, potrzeba czasu by dziecko się przyzwyczaiło, ale jeśli poprosimy, to może się uda ;-) np. moja koleżanka (która sama nie ma dzieci) została z Ignasiem (w hotelowym pokoju gdy miał niespełna 3 tyg), bo cała nasz rodzinka bawiła się na weselu. To zawsze będę wspominać, to jaka była odważna, bo przecież takie maleństwo choć śpi, to jednak potrzebuje uwagi ;-)). Spróbuj popytać znajomych, a być może uda Ci się spełnić marzenie o chwili wytchnienia!

  5. w. napisał(a):

    Piękna wycieczka :). Ja też zazdroszczę możliwości zestawienia dzieci. Ja mam tylko jedno w wieku Ignasia. Słyszę od dziadków jaka to jest słodka i kochana, ale żeby z nią zostać cały dzień, a już noc to jakiś wielki wyczyn. Więc z mężem nie możemy nigdzie wyjść ani pojechać tylko razem. Czekamy na ten dzień, ale nie nadchodzi. W sierpniu 5 rocznica ślubu, 10 lat razem , ale jakoś trudno nam obchodzić te rocznicę jako małżeństwo. We trójkę wyjeżdżamy. Ja mogę zawsze liczyć na męża. Kocham podróżować i sama byłam na wycieczkach w Wilnie, Wiedniu i Dreźnie. Tylko to nie to samo co wyjazd z mezem…

    • Magdalena Rowińska napisał(a):

      To prawda, samej to nie to samo co z mężem, bo dzięki takim wyjazdom odkrywamy na nowo, to co w sobie kochamy. Wspominamy, rozmawiamy – i nie tylko o dzieciach ;-). A pytałaś rodziców, czy czekasz aż sami zaproponują? Bo może oni sądzą, że wy nie chcecie? Zacznij od wspólnych nocy u dziadków, zobaczysz jak dziecko reaguje. Przy kolejnej okazji (noclegu u rodziców) poproś mamę by spała z Twoją córeczką, że gdyby coś się działo jesteś obok w pokoju. Jeszcze kolejnej, spróbuj rano się nie pokazać córeczce jak wstanie. Niech to dziadkowie zrobią śniadanko, pobawią się, a Ty się wyśpisz. Chodzi mi o to, że nie dziwie się Twoim rodzicom, że mogą się bać, wiesz z wiekiem człowiek staje się strachliwy, ma obawy że nie da rady. Ciągle słyszę, że my inaczej wychowujemy dzieci, stąd rodzice mają obawy. Tylko pamiętaj by potem nie narzekać, że dziadkowie rozpuszczają ;))). My mamy pomoc z obydwu stron stąd nam jej łatwiej, jeśli nie jedna babcia, to druga pomoże. Ale wiedz, że trzeba rozmawiać, mówić o swoich potrzebach, często ludzie się nie domyślają. A jeśli będą wiedzieć, że dzięki nim spełniasz choć małe marzenie, to i oni będą szczęśliwi, będą się czuć potrzebni. Ja dodatkowo mam rodzeństwo na które mogę liczyć, więc jest mi łatwiej, ale to wszystko dzięki rodzicom, że zdecydowali się mieć więcej dzieci i my teraz jako rodzeństwo możemy się wspierać ;-)))).

      • w. napisał(a):

        Bardzo dobre rady, tylko u nas wygląda to inaczej. Moja mama nie ma cierpliwości w ogóle i po prostu jej się nie chce dłużej być z małą. Woli działkęi i na swoim miesięcznym urlopie jest na wsi. Wnuczka jest fajna przez 5 minut jak coś powie, uśmiechnie się itp. Później utrata zainteresowania. Teściową czasem proszę bo nie zawsze mąż zdąży wrócić , żebym mogła wyjść np o 17. Rzadko to robię, wtedy zostaje chwile. Jak mamy razem wyjść z mężem to jest ” no dobrze”.wiem ze jej poglądy są takie , że jak ma się dziecko to czemu ktoś ma je podrzucac do dziadków ( chociaż np. pracujesz). Teściowa juz nie pracuje. Jak nie ma chęci to nic nie zrobisz. Znajomi Ci najbliżsi w różnych miastach mieszkają. Rodzeństwo bez komentarza bo szkoda słów.

  6. Gosia napisał(a):

    Ja też nie pomyślałam, „gdzie dzieci”??!:) Tylko że jesteście odważni, że tam pojechaliście teraz.

    • Magdalena Rowińska napisał(a):

      Gosiu my wylądowaliśmy dokładnie w tym dniu o 21:30 w Paryżu, gdy dotarliśmy do hotelu i włączyliśmy tv, to dopiero się dowiedzieliśmy o ataku. Niestety nic nie da się przewidzieć i takie sytuacje mogą teraz zdarzyć się wszędzie.

  7. Marta napisał(a):

    A ja zazdroszczę tego, że to dzieci nie mają problemu żeby zostać z dziadkami. Niestety mój 3,5 letni synek nie chce za żadne skarby zostac na noc bez swojej „mamki”. Już dwa razy moja mama odprowadzała go zapłakanego w nocy (na szczęście mieszkamy blisko siebie). Więc jak narazie pozwalamy sobie od czasu do czasu na całodniowy wypad bez dzieci, ale na wieczór zawsze jesteśmy z powrotem :) Paryż piękny. Ale my z mężem zakochani jesteśmy w Pradze:) Bardzo polecam:)

    • Magdalena Rowińska napisał(a):

      Nie byłam w Pradze. Sami organizowaliście (jeśli tak będę wdzięczna za namiar na nocleg), czy z jakimś biurem podróży?
      Mam nadzieję, że synek z czasem będzie już przesypiał całe noce u dziadków <3

      • Marta napisał(a):

        Staramy się być w Pradze co rok. Tam się zaręczyliśmy i tam mieliśmy sesję ślubną :) więc mamy sentyment do tego miejsca. Zawsze sami jeździmy i co rusz odkrywamy nowe , ciekawe miejsca. Polecam Admiral Botel – hotel na statku. 10 min spacerkiem i jesteś w centrum miasta. W tym roku też planujemy się wybrać z okazji 5 rocznicy ślubu:) Ale to dopiero po sezonie, mniej ludzi i ceny zdecydowanie niższe. Mam nadzieję że i Tobie spodoba sie to miasto. Pozdrawiam

  8. Marta S. napisał(a):

    Ale Ci zazdroszczę. Ja chętnie bym wyszła gdzieś wspólnie z mężem. Od ponad roku nigdzie nie byliśmy sami bez syna. Ale u mnie to mąż nie chce zostawić syna u dziadków. W ciągu dnia nie ma problemu, ale na noc musi być w domu. Mamy teraz dwa wyjazdowe wesela i musielibyśmy zostawić go na weekend z babcią. Mój mąż nie chce nawet o tym słyszeć. Dlatego na jedno wesele nie pójdziemy a na drugie chce zabrać go ze sobą co moim zdaniem nie jest dobrym pomysłem.

  9. Julka napisał(a):

    Będę szczera. Jak nie miałam dzieci, to właśnie tak myślałam o mamach myślących nie tylko o dzieciach, ale i o sobie „”a gdzie dzieci?”. Moja perspektywa zmieniła się, gdy sama zostałam mamą. Mam też dwóch chłopców, jeden 3 lata, drugi 10 miesięcy. I postanowiłam, ze dość bycia już tylko mamą. Starszy idzie do przedszkola. Będzie łatwiej zrobić coś dla siebie. Dziekuję Ci za takie właśnie posty, bo motywują i pokazują, że można. Właśnie takie Twoje wpisy lubię, troszkę drażnią mnie te raklamujące jakieś rzeczy, czasem fajnie jest jakiś nowy produkt podpatrzeć, ale tyle wszędzie blogów parentingowych, które polegają głownie na reklamowaniu czegoś, owszem rozumiem, że na tym polega blogowanie połączone z zarabianiem, ale takie posty w sumie się tylko przelatuje wzrokiem. Przynajmniej ja tak mam! Pozdrawiam i zazdroszczę pozytywnie Paryża :)

    • Magdalena Rowińska napisał(a):

      Ciesze się, że zaczynasz widzieć w tym wszystkim nie tylko dzieci, ale siebie ! ;-)) to pozytywna zmiana. Dziękuję za komentarz! Tak jak wspomniałaś, blog to po części portal, stąd reklamy, ale staram się by było to wyważone i były też posty, te od serca <3

  10. The Same - Mom and Child Wear napisał(a):

    I my dołożymy swój głos w tonie podobnym do poprzednich komentarzy – to bardzo, bardzo dobrze, że nie żyjecie tylko jako rodzice. Warto pamiętać, że rodzicielstwo jest około 20-letnim epizodem, po którym jest jeszcze dalsza część życia. Miłość do dzieci nigdy nie powinna wykluczać miłości i szacunku do siebie samego! :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *