Te myśli

Wszystko wokół traci sens…

Pięknych dni w moim życiu było sporo… wiele razy pisałam wam o moim szczęściu, o radosnych sytuacjach dnia codziennego. Najpiękniejszy dzień w moim życiu? Odpowiadam śmiało, że to nie tylko jeden dzień, a 3… zaczynając od wymarzonego ślubu z mężczyzną, który daje mi poczucie bezpieczeństwa, po narodziny moich dwóch synów … Niestety wiem co oznacza również najgorszy dzień w moim  życiu. Wszystko tego dnia straciło sens…

Parę dni i nocy biłam się z  myślami czy wam o tym pisać,  czy chcę wracać do tych chwil, czy aby na pewno przyniesie mi ulgę wyrzucenie swoich leków, wewnętrznego poczucia bezsilności…

Bezsilność… okropne uczucie, które paraliżuje ciało i umysł. Tydzień temu zrozumiałam, iż oprócz życia nic dosłownie nic nie jest ważne…

Dzień jak co dzień – poranne pobudki dzieci, wspólne śniadanie, wesołe zabawy, zakupy spacery… aż następuje sytuacja, która uświadamia ci że nie warto nic planować, nie warto żyć marzeniami, nie warto martwić się o pieniądze, ale warto żyć każdym kolejnym dniem i cieszyć się zdrowiem, drugim człowiekiem.

Co oznacza życie? Życie to oddech, dzięki któremu masz szansę funkcjonować. Ostatnio tego oddechu zabrakło w moim życiu… życiu mojego dziecka, bezbronnej istotny, która jeszcze nie miała okazji poznać smaku szczęścia, smutku, lęku.

Myślałam, że straciłam własne dziecko. Dziecko, które jest spełnieniem moich marzeń, na które tyle czekałam, o które tak bardzo staram się dbać. Niestety zrozumiałem, że nie mogę dać mu wszystkiego. To Bóg decyduje o wszystkim… tylko Boże dlaczego mnie tak doświadczasz…

Tydzień temu Ignaś zemdlał… zemdlał z bólu? Tego nikt nie potrafi mi powiedzieć. Owszem towarzyszyły nam kolki, ale niczym nie różniły się od kolek Aleksa… to uśpiło moją czujność. Teraz wiem, że to było omdlenie, że moje dziecko jest zdrowe, ale to co czułam w tamtej chwili nie da się opisać słowami… Ignaś był na spacerze z babcią, my z mężem wybraliśmy się do Ikei, gdyż urządzamy nowe mieszkanie. Gdy wracaliśmy widziałam mamę z wózkiem pod kościołem. Byli na mszy za strażaków. Podeszłam do niej i powiedziałam aby zadzwoniła jak Ignaś będzie płakał, to podjadę. Wiedziałam, że może być głodny. I tak było… po jakimś czasie zadzwoniła mama, że Ignaś zaczyna się denerwować. Mąż wiec po nich pojechał, a ja zostałam z Aleksem. Ignaś zaczął płakać, nie mogłam go uspokoić. Wzięłam go do piersi, a on nie chciał jej chwycić, po czym zrobił się wiotki… nie słyszałam nic. Nastała okropna cisza, cisza której nie nawiedzę! Mój krzyk nie do opisana. Byłam akurat sama. Mąż pojechał na zakupy spożywcze, a mama bawiła się z Aleksem na dworze. Co zrobiłam? Oczywiście zaczęłam go reanimować. Wykonywałam wszystko czego uczyłam się ma szkole rodzenia z pierwszej pomocy, jednak on wciąż nie reagował. Pobiegłam do okna, krzyczałam do mamy ze Ignaś umiera, tak umiera… okropne słowa, słowa które ranią serce i umysł. Nie życzę nikomu aby czuł to co ja poczułam. Nie chciałabym aby ktoś musiał wypowiadać takie słowa. Mama oczywiście przybiegła, była bardziej opanowana, ale też wolała „jak to umiera, przecież jest zdrowy?”. Przejęła go ode mnie i zaczęła reanimować, dmuchać, on zaczynał reagować, ale nie wracał do końca. Zadzwoniłam na pogotowie, które szybko przyjęło wezwanie. W tym czasie znów uciskałam jego klatkę piersiową i wrócił… wrócił krzyk – ten piękny płacz, który usłyszałam za pierwszym razem.

Zostaliśmy przyjęci do szpitala, przeszliśmy szereg badań, które wyszły pozytywnie. Teraz jesteśmy już w domu. Nadal nie wiem co mogło być powodem, znów od lekarzy słyszę : „tak się zdarza”. Na szczęście nie był to bezdech, Ignaś nie posiniał, sytuacja dzięki Bogu się nie powtórzyła… ale nie wiem wciąż co było powodem. Mama sugeruje urok… ja mimo, że jestem przesądna nie wiem co o tym myśleć…

Wiem jedno… narodziłam się na nowo…

Zobacz także

Komentarze

22 odpowiedzi na “Wszystko wokół traci sens…”

  1. megi84 pisze:

    Wiem co czułaś, mój syn jak miał roczek bawił się długopisem, ja nie chcąc aby się ukłuł zabrał mu go a on tak się zaniósł od płaczu że przestał oddychać zrobił się siny a ja miałam w głowie myśli jak Ty on umiera , i tez uratowała go moja mam wzięła go za nogi i zaczęła uderzać w pupę , bo reanimacja nic nie dawała, jak zaczął płakać ja płakałam z nim, nie spałam całą noc, powtórzyło się to jeszcze raz ale reanimacja tzn dmuchanie w twarz zadziałało od razu. Straszne są takie momenty i żadnej z nas ich nie życzę. Zdrówka dla Ignasia a tak poza tym ja wierzę w uroki bo jak małej coś jest i moja mama”zrobi swoje tzn odczyni urok ” to przechodzi jej od razu.Więc cos w tym jest

  2. Angelika pisze:

    Potrafię sobie wyobrazić co czulas, sama jestem mama 2miesięcznej Laury i o rok od niej starszej Lenki, ostatnio moja starsza córeczka zaczęła się zanosic, pierwszy raz bo nie dostała rzeczy na której jej zależało były to kluczyki od samochodu od razu zareagowałam i dalej usłyszałam płacz, ostatnio zaniósła się wieczorem przy usypianiu wsumie bez żadnego powodu od razu zrobiła się siniutka i taka bezwiedna, również szybko zareagowałam, Lenka znów zaplakala a ja razem z nią z bezsilności co by było gdyby nie ” zaskoczyła” cały czas czuje strach i boję się kolejnych takich sytuacji…a gdybym była w takiej sytuacji z moja Laurka tak jak Ty ze swoim Ignasiem … niewyobrażalny strach, wszystko zamiera w sekundzie, w takich sytuacjach doceniamy każda chwilę.. Pozdrawiam i życzę dużo zdrowka dla Ignasia oby więcej tak nie straszyl mamusi

  3. M pisze:

    To straszne.. Łzy same stają w oczach, kiedy czyta się coś takiego! Dzięki Bogu skończyło się tak, jak się skończyło. Szczerze można pogratulować Tobie i Twojej Mamie, że mimo wszystko zachowałyście zimną krew i zrobiłyście wszystko co było najodpowiedniejsze dla Ignasia w tamtej sytuacji, a nie zastygłyście w bezczynności z przerażenia. Ja osobiście w uroki nie wierzę.. Przesądy to przesądy, a wszystko co dzieje się w naszym organizmie ma jakiś realny, fizyczny powód. Dlatego ja stawiałabym na badania, badania i jeszcze raz badania, Jak nie u tego lekarza, to u innego. Mnie osobiście uspokoiłaby tylko diagnoza i logiczne wytłumaczenie tego dlaczego tak się stało i co trzeba zrobić żeby broń Boże się to nie powtórzyło.
    Życzę Ignasiowi dużo zdrówka, to na pewno silny chłopczyk!

  4. Marta Szczepanik pisze:

    Czytając Twoją historię, ryczę jak głupia bo wiem jaka byłaś bezsilna i bezbronna … chwyta za serce. Współczuję bardzo i trzymam kciuki za Ignasia. A tak serio to też wierzę, w to że ktoś rzuca urok na dziecko,sama miałam z tym do czynienia.

  5. Żaneta pisze:

    Aż mi ciary po całym ciele przeszły i od razu przypomniała mi się sytuacja sprzed paru lat… jak Dawidek miał roczek przytrzasnął sobie paluszki do kantu ławy, trzymając w dłoni pilota. I był w jednej sekundzie wielki płacz, a w drugiej z tak otwartą buzią nastała cisza… dmuchałam, potrząsałam, a dziecko robiło się wiotkie i sine na moich rękach. Mój tata mi go dosłownie wyrwał z rąk i ścisnął na wysokości klatki piersiowej i płacz wrócił. Ja oczywiście też zaczęłam ryczeć jak bóbr. Nawet teraz jak sobie to przypominam, to łzy same się cisną. Oby więcej takich sytuacji Wam się nie przydarzyło!!!!

  6. Wronkowa mama pisze:

    O rajuśku… czytałam trzymając się za twarz i ze łzami w oczach… Straszne! Nie wyobrażam sobie… Buziaki dla was :*

  7. Issa pisze:

    Ja miałam dokładnie taką samą sytuację, po czasie wiem, że rzeczywiście mogło to być omdlenie z bólu, ponieważ po tym zdarzeniu zrobiliśmy wszelkie badania naszemu synkowi i okazało się, że jest zdrowy, ale nie zmienia to faktu, że na chwilę przestał oddychać. Pani neurolog u której byliśmy powiedziała, że niemowlęta odczuwają okropny ból fizyczny kiedy są głodne. U nas zdarzyło się to kiedy jechaliśmy w odwiedziny do dziadków, którzy mieszkają 60 km od nas. Po przyjeździe wieczorem wykąpaliśmy małego i miałam go zaraz karmić, płakał bo był już głodny, a za chwilę przestał oddychać. Na szczęście oddech pomogła mu przywrócić moja siostra, która miała chorego synka i wiedział jak trzeba postępować. Ponieważ synek jest zdrowy i szereg badań w tym usg przezciemiączkowe, badanie serduszka nic nie wykryło zakupiliśmy monitor oddechu, który używaliśmy dopóki mały nie skończył 18 miesięcy, w tym czasie pikał dwa razy w nocy, my szybko podnosiliśmy synka i oddychał dalej, nie wiemy jednak czy tracił oddech czy to wina urządzenia lecz z monitorem czuliśmy się pewniej i wiem, że przy drugim dziecku od pierwszego dnia też będziemy używać monitora. Myślę, że to dobry pomysł zakupić coś takiego skoro przeżyliście już raz tak straszny moment.

  8. Marysia pisze:

    Madziu, syn mojej sąsiadki też miał takie bezdechy i dwa razy widziałam jak to wyląda – to było przerażająe: dziecko białe jak twarog, usta sine, dziecko przelewa się przez ręce… straszny widok. Syn sąsiadki miewał takie akcje częściej jak był tak do 1 roku życia. teraz ma 3 lata i bardzo rzadko to się przytrafia i już nie jest tak silne. Najczęściej zdarza się to jak zaczyna płakać nabiera powietrza i nie może go ponownie nabrać. Wtedy sąsiadka albo „ocuca” go wodą, albo lekkim klapsem, albo powietrzem wdmuchiwanym do buzi. Kochana mam nadzieję, że i u Was takie rzeczy nie będą już miały miejsca. Trzymaj się, pozdrawiam

  9. Anna Gajowiak pisze:

    Czytam i rycze… doskonale znam to uczucie…niestety u nas juz nie raz znalazlam sie w takiej sytuacji… lek o dziecko i ta niemoc ktora nas wtedy dopad jest czyms okrutym! Oby was juz nigdy to ni spotkalo!

  10. Magda pisze:

    Moja córka miała może 6 może 8 msc.
    Lekarz kazał czyścić nos marimerem. To ostatni Raz kiedy go używałam. Seria musiała być wadliwa, za bardzo stezona. Mała po delikatnym psiknieciu przestała oddychać. Machala rączkami i zrobiła się fioletowa. Niewiele myśląc , przyłożył usta do nosa (nie było czasu myśleć o odciagaczu ) sprobowalam zassac to co wcisnelam do jej nosa. Raz, drugi… udało się. Tak mocno jak po tym chyba nigdy mnie już nie trzymała. Wczepila się we mnie i do końca dnia nie chciała puścić.

    To na 80 %była wina leku , w aptece jeszcze 2 osoby zgłosiły taki przypadek. Choć córka mogła się po prostu wystraszyć? Nie wiem.
    Ja po 2 latach w żłobku polecam kurs z pierwszej pomocy pediatrycznej. Najważniejsza jest też kwestia opanowania. Moja krew od razu się ścina, ale w tym dobrym znaczeniu. Oceniam sytuacje, szybko myślę i działam . Wiem, łatwo mówić. Stres nie uratuje dziecka.

    Madziu trzymam kciuki by to naprawdę był pierwszy i ostatni raz! :*

  11. kasia d. pisze:

    o matko! ;(:(

    łzy same napływają do oczu, ale dzięki Bogu wszystko skończyło się dobrze i to jest najważniejsze!
    Dużo zdrówka dla Was i NIGDY więcej podobnych sytuacji!

  12. Gosia pisze:

    Wiem co czułaś kochana.
    Straszne uczucie. Mój Alan zanosi się. Dlatego nie chcę nigdy dopuścić aby płakał aby się zdenerwował.
    Gdy Alan miał 10 miesięcy pewnego wieczoru standardowo przygotowywałam mu kaszkę a on stał przy mojej nodze. Mój mąż wziął go na ręce aby zobaczył co robię i postanowił go zabrać do pokoju i posadzić w krzesełku do karmienia (prawdopodobnnie się przestarszył, może był aż tak głodny, pomyślał, że tata go zabiera i nie dostanie tej kaszki ehhh 1000 myśli) . Usłyszałam płacz i po chwili cisza ( nie nawidzę jak następuje cisza wolę żeby płakał na cały głos!!!) mój mąż zaczął krzyczeć, że Alanowi coś się dzieje. Rzuciłam wszystko i pobiegłam. Alan był już siny a jego oczy … Boże był to straszny widok. Zaczełam go odwracać klepać po plecach dmuchać w twarz. Grudzień a ja z dzieckiem w samych śpiochach na balkonie przeprowadzałam reanimację. Krzyczałam, do mojego męża ” Marcin on nie żyje” . Mój mąż w tym czasie dzwonił po pogotowie. Gdy z nimi rozmawiał nagle wrócił krzyk mój ukochany dźwięk na uszy wiedziałam, że żyje. Trwało to jego sinienie i wiotczenie około 2,5 minut ale dla mnie była to wieczność. Całe życie przeleciało mi przed oczami. Nie życzę tego nikomu nikomu nikomu :( Strach o własne dziecko i ten widok tego sinego ciałka coś strasznego. Na przyszłość oczywiście mam nadzieję, że u Was się to nie powtórzy ale spróbuj małego Ignasia polewać wodą pod kranem. Można takim spryskiwaczem co jest do kwiatów.
    U nas od tamtej pory przydarzyło się to około 7 razy.
    Teraz z czasem Alan ma 1,5 roku odpukać jest lepiej. Ostatnio uderzył buzią o rowerek popłakał i nic. Więc mam nadzieję, że te bezzdechy minęły.
    Może ktoś mi zarzuca, że jestem nadopiekuńcza itp. Ale mam to szczerze gdzieś umoralniają mnie ludzie którzy nie przeżyli nigdy takiej historii:(

    Jedyne co wiem, to nie liczą się gadżety, najdroższe zabawki czy pieniądzę Liczy się tylko życie, zdrowie !!!

  13. łzy mam w oczach…oby się nie powtórzyło NIGDY

  14. Blanka A-s pisze:

    Od samego czytania oczy naszły mi łzami. Straszne uczucie którego nie powinna doświadczyć żadna mama. Dobrze, że wszystko skończyło jest już ok. Pozdrawiam gorąco!

  15. Kasia pisze:

    Płakałam jak czytałam tego posta. Nie mam w zwyczaju komentować ale nie mogłam. .. tez mam dwójkę dzieciaczków. 1.5 rocznego synka i córeczkę w pon będzie miała 3 tygodnie. Rozumiem Cię doskonale to wszystko co przeżywasz przeżywam to samo. Pewnie na swój sposób ale te wszystkie sytuacje bardzo są zbliżone do siebie. Często myślę o tym co bym zrobiła jakby córeczce coś się stało czy bym potrafiła jej pomóc. Jestem pod wrażeniem ze zaczęła tak szybko działać i ze wszystko juz dobrze z Twoim synkiem. Trzymam za Was kciuki i za siebie też :) pozdrawiam serdecznie. Kasia

  16. angelica -matka dwoch wspanialych synow pisze:

    cos okropnego! niestety u nas tez sie przydazylo!
    dwa dni po pierwszych urodzinach Sebusia. Bylismy u tesciow na tydzien czasu ( jestesmy u nich maks 2 razy w roku). Starszy synek spal z dziedkami, maz pojechal do kina a ja zostalam z Sebusiem w domu. Juz wykapany juz w pizamkach bawimy sie I szalejemy na luzku…poniewaz mial dluzsza drzemke nie byl gotowy do spania. Tak szalal ze przed moij awlasna opieka I przed wlasnymi oczami zdazyl sie uderzyc. Nie jetsam pewna czy broad czy noskiem uderzyl z sofe wcale nie twardo tam bylo ale jednak go zabolalo. Zaniosl sie mocno ja odrazu dmucham w twarz, szartpei nim, krzycze. Zlapal odech! Jezuuuuuuu dzieki Bogu! W jednej sekundzie dziekowalam Bogu niestety zaraz po tym stracil przytomnosc. chyba bo przestal reagowac. Zbladl I zero reakcji. Oczy dziwnie sie patrzyly w jeden I tam sam kierunek. Pierwsze co mi przyszlo dac mu pokazac cos co lubi. Odrazu wyciagnelam piers I dalam mu do buzi. Nic. Zwero reakcji., Nie lapal piersi a przeciez on tak bardzo lubi nawet jak pojedzony! Zaczelam krzyciec do tesciow a tu zero reakci. Bylam nad luzkiem tesciowej I krzyczlaam aby mi pomogla a ta z kolej nic. przysiegam nic. poszlam szybko I dalam wody z kubka ( kolejna zecz ktora Sebus uwielbial) . Zareagowal!!! Napil sie wody!!!!!! Trzymalam go I ciegle patrzylam na niego czy jest przytomny. dalam go na podlodze I zaczal odrazu raczkowac. Jest , wrocil moj Sebus. Zadzwonilm do meza opowiedzialm co sie stalo I co slyszalam? ” JAK TY SIE ZAJMUJSZ DZIECKIEM? CO TO ZA ODPOWIEDZIALNOSC TJ? WEZ I SIE OPAMIETAJ KOBIETO!. Tak przykro mis ie zrobilo! Wrocilo do domu popatrzyl sie na mnie katem oka I mina jego powiedziala wszystko. jak najgorszemu wrogowi:( Zazyczylam sobie pojsc na SOR I sprawdzic czy jest ok. Maz obudzil swoja matke powiedzial co sie stalo I gdzie idziemy. A tesciowa co? TJ NIEMOZLIWE. ONA NAPEWNO COS INNEGO ZROBILA DZIECKU I SIE NIE HCCE PRZYZNAC:(:(:( Poczulam sie okropnie, nikomu tego nie zycze! Jak mogl ktos pomyslec ze skrzywdzilam wlasne dziecko?? Cos strasznego! Na szczescie Sebusiowi nic nie bylo, wszystko wygladalo normalnie. Obesrwowalimsy caly czas! Moja relacje I moja cierpliwosc do tesciowej sie zmienila radykalnie. Najpierw nie reagowala jak nad jej luzkiem krzyczalam o pomoc a pozniej mowila ze ja klamie I ze zrobilam krzywde wlasnemu dziecku. Tj chore!

    • MamaMonika pisze:

      Męża kopnęłabym w dupę i poszukała innego. Mam 4 dzieci i obecnie 2 męża i nie wyobrażam sobie aby którykolwiek powiedział, że to moja wina. Brak mi słów a Tobie współczuje….

  17. Żaneta pisze:

    Ach… straszne uczucie. Miałam podobnie, miałam trzy razy syna wiotkiego, ale teraz wiem że przez ulewanie, przez to że zwracał mu się pokarm z którym nie umiał sobie poradzić. Pamiętam to jak dziś, zjadł ładnie, odbił i poszedł spać na noc, dzień jak co dzień. A za ok 30min. potworny krzyk, czerwony jak burak, biorę go do siebie a on wiotki jak piórko… coś okropnego. Moje nogi są jak z waty, w jednym momencie jak wiedziałam wszystko o pierwszej pomocy tak w tym momencie wszystko zapomniałam… głęboki oddech i działam. Odwracam, klepię, dmucham i działa! Potem z tego wszystkiego wydrukowałam kartkę ze zdjęciami pierwszej pomocy, powiesiłam nad łóżeczkiem i kiedy ponownie się tak zdarzyło, reagowałam błyskawicznie. My mamy jesteśmy silne !!

  18. ela1818 pisze:

    Doskonale rozumiem to uczucie, ten strach jest to sytuacja nie do opisania. 2 miesiące temu przeżyłam równie straszna historię,która postawiła moja czujność na nogi. Jak co dzień zostałam z 2 dzieci w domu, wstalismy ok 6.30.. poranna toaleta i te sprawy synek jeszcze w piżamce, 9 miesięczną Córcia tez. Próbuje zająć maluchy by zrobić śniadanie, wiec włączam starszakowi bajkę, w tym czasie corcia zaczyna płakać, wiec kładę się z nią i podaje pierś. Zdziwiłam się troszkę bo mała piersi nie chciała i zaczęła zamykać oczka. Pomyślałam że chce spać wiec trzymam ja przytulona do siebie, w tym czasie zagaduje mnie syn i zaczyna się dziać coś co powoduje że truchleje. Moja malutka córeczka zaczęła mieć drgawki,zrobiła się sztywna i nie mogła złapać tchu. Od razu zaczęłam krzyczeć i uderzać w plecki bo myślałam że może zaksztusila się mlekiem… niestety nie reagowała po między uderzeniami zadzwoniłam pod 112 najpierw rozmowa z policją potem przekierowanie do pogotowia kolejna rozmowa i moje najmniejsze szczęście zaczęło płakać, poczułam taka ulgę ale strach mnie nie opuszczał, bo nie wiedziałam co było przyczyną tego zdarzenia. Rowniez trafiliśmy do szpitala i po szeregu badań okazało się ze prucz lekkiego zapalenia oskrzeli wszystko jest ok. Nie dawałam za wygraną bo corcia brała antybiotyk i miała od niego silne uczulenie na pupie… potem okazało się ze dostała za silna dawkę i to było przyczyną drgawek i utraty przytomności. Moje życie w tamtym momencie się zawaliło, krzyczałam ze moja corcia umiera ze ja stracę, tak bardzo się bałam ( pierwsza córeczkę straciłam przy porodzie i chyba dlatego nie mogłam się opanować. Bałam się kolejnej straty) Synek rowniez był przerażony widokiem, i płakał. Zanim przyjechało pogotowie zdążyłam zadzwonić po meza by przyjechał do syna bo nie miałam go z kim zostawić. Teraz jest już wszystko dobrze ale ten strach ciągle jest we mnie i moim mężu, który przeraził się tak samo jak ja.

    • Elu współczuje przeżyć … to co piszesz, o stracie przy porodzie … nie wiem nawet co napisałaś. Ciesze się, że zdecydowałaś się na kolejne dziecko po takim przeżyciu. Oby te sytuacje nigdy się nie powtórzyły. Pozdrawiam Cię ciepło!

  19. asia Gwiazda pisze:

    Kochana wiem co czulas. Wiem doskonale Tyke ze Moj Miloszek mial wtedy poltora miesiąca zachlysma sie mlekiem z piersi…. Gdy o tym wspominam placze jak bobr.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.